logo


To read these poems in Jastrun's original Polish.

_______

Translated into English by Dzvinia Orlowsky and Jeff Friedman in this issue.

_______

Contributor Notes




10 Poems




Mieczysław Jastrun

by Mieczysław Jastrun





PLANETA (Planet)

 

PLANETA (Planet)

 

Wśród planet zjawił się planeta Tygrys.

Jakich mu chrześcijan rzucą na pożarcie,

Żydów lub Greków?  Czyje go wydźwigły

Siły?  Noc asystowała przy starcie

Wielka.

 

                Nową orbitą jego skok wybłysnąl —

I odtąd będzie krążył we wszechświecie

Ponad głowami tych przyziemnych istot,

Pod ich nogami — —

 

A tu baranek białoruny z chorągiewką.

Tu gołąbek — i cała Ziemia jak pisanka.

 

Dziecinny Kolumb stawia ją na stole

Przy filiżankach.

 

 

 

 

                                                                                                                       

WRAŻENIE (Impressions)

 

Chryzantemy, prawie purpurowe,

Nasączone zagniewanym cieniem —

Ciemna czerwień z zielonymi liśćmi

O ostrych wrębach.

 

Głowy puszystych ptaszydeł,

Gdy przymknąć oczy i widzieć

Tylko nadczułym dotykiem,

Gdy otworzyć na nowo:

Grzywy płomieni,

Nastroszone jeże

Czerwonych ikon.

 

Ale czym są imiona,

Kolory dla ślepych,

Nazwy istot roślinnych, zwierzęcych,

O których wiemy

Niewiele więcej

Niż one o nas,

Zamkniętych w naszym węchu, w naszym wzroku.

 

Myślę, patrzę, nie wierzę

W tę rozrzutność, w ten zbędny przepych

Umierającego roku.

 

 

 

                                               

 

NóŻ Z CZERWONYM TRZONKIEM (Knife with Red Shaft)

 

Nie daje się położyć

Z powrotem na dnie szuflady,

Podstępnie wbija się nagłym obrotem

W dłoń, która go trzyma.

Przecina powietrze,

obraca się ku piersi —

I nagle wypada z ręki

I spada

Zwyciężony przez siłę ciążenia.

 

A tobie trzeba

Przemonej ręki

Anioła?

 

 

 

 

 

PRZED ODJAZDEM (Before Departure)

 

Związek rąk ze szlanką herbaty,

Trzymaną w dłoniach, gdy końce palców

Pioną, znim płyn aromatem

Rozleje w żyłach słońce.

 

Tak z wolna wargi do krawędzi zbliżasz,

Jakbyś całe gorące lato

Chciała objąwszy całować.  I cisza

Tej chwili brzęczy we wnętrzu kwiatu

 

Jak trzmiel.  A to motor zapuszczony

Pod oknem już przewiduje przestrzenie. —

Odbiły się w pustej szklance

Załamane cztery świata strony

 

I całe lato weszło w spojrzenie.

 

 

 

 

 

ŹDŹBŁO (BLADE)

 

Tylko o jeden kłos z wielkiego zboża,

Bo cała prawda jest cała jak śmierć

I nie do objęcia za życia.

 

Tylko o cząstkę życia, tylko o

Chrzest deszczu w ranki wiosenne,

Gdy sen otwiera ciężkie powieki...

 

Tylko o jeden kłos,

Tylko o jedno źdźbło —

Ale we własnym oku.

 

 

           

 

 

NA SZKLE RYSA (Scratched Glass)

 

Na szkle rysa po szponie ptaka

I już noc

Gwiazdami gwiżdże mi do ucha.

 

Cały wszechświat

W tym gwiździe, w tej gwieździe, w tym gwoździu

Wbitym

W bezpowietrzny przestwór.

 

Nisko przy ziemi trzyma mnie ciążenie.

Czas ściga się z moją krwią — — —

Lecz mogę podnieść oczy

W góre, z pytającą brwią,

Nie jak zwierzę —

 

Ja, pierwsza

Na pól senna

Świadomość

W samym gnieździe

Ciemności.

 

 

 

 

 

ZORZA (Dawn)

 

Jakby zorze poranne mogły nie zwiastować

Dnia — jakby wrony bijące skrzydłami

Mogły wyrazić więcej niż żądzę żeru i trwogę,

 

Biegnę od okna do okna i łączę skrzydła

Zorzy i ptaków — jakbym zszywał

Błyskawiczną igłą rozdarte niebo.

 

Wszystko to już widziałem, przewidziałem,

Jaka mnie jeszcze może zaskoczyć trwoga

Skokiem cienia na światło od okna,

 

Gdzie ramą przytrzaśnięty błekit

Drży jak schwytany ptak, gdzie czarny krzyż

Zniża się przyciągając spojrzenie — —

 

Albo słowem, co stało się ciałem?

W słowie nie było Boga, który nosi

Kule roztargnionego strzelca przestworu.

 

                                               

 

 

 

OGIEŃ (Fire)

 

Ogień w ogrodzie

Z suchego chrustu i łomu,

Ogień w ogrodzie

Późnym wieczorem.

 

Płonęly śmieci.

 

Noc objawienia

Wszechświata nad głową.

 

Nie truchlałem.

Serce skakało z radości

Przez skakankę czasu

Wstecz do dzieciństwa.

 

Płonęły śmieci.

 

Ogień higienista,

Święto oczu,

Nocne słońce

Odzyskanego ja.

 

Człowiek w łachmanach,

Imieniem Heraklit

(nędzarz równy bogom),

Suchy chrust wgarniał,

Stare papierzyska

Nadziewał na szpikulec,

Wrzucał

W wesoły ogień.

 

           

 

 

 

BEZ MIEJSCA (No Place)

 

Ten człowiek mówi tak,

Że drży wokół niego

Powietrze sumień.

 

Jutro będzie leżał —

Z przestrzeloną głową,

Twarzą do ziemi.

 

To wciąż jeden człowiek

Od wieków,

Ale o zmiennej twarzy.

 

Ci, którzy go poznawali,

Zabijali go bez wahania

Lub oddawali legalnie

W ręce kata.

 

Nigdy nie zagrzał dłużej

Dłoni rodzinnej doliny

Ni miejsca na wzgórzu

Z trzema brzozami.

 

                                                                                                           

 

 

 

CYWILIZACJA (Civilization)

 

Łoskot żelaza idzie poprzez szarość brzasku,

Mobilizacja krju pod eskadrą dymów,

Przedmioty odzyskują ciężar i świecą,

Jednocześnie spawacze szyn w blasku eksplozji,

 

Cudowne rozmnożenie chleba.

Talerz, twarz, szkło, metal,

Połowa tytułu gazety z połową płyty chodnika,

Tłum mężczyzn z jedną twarzą i tylko jedna

Kobieta z wystaw, ekranów i spojrzeń.

 

Każdy czas jest odrębny i wspólny

Jak klatka schodowa, każdy czas

Daje jedną ręką a drugą odbiera.

Rozkład słowa zbiorowego pod pieczęcia

 

Dnia, który zaczął się tak, jakby się kończył.

Biała smuga po odrzutowcu

Kopiącym grób w powietrzu dla własnego huku.

 

Przerwana linia graniczna między odległościami.

 

Unoszone fałą martwe ryby płyną

Rzekami spławnymi dla śmierci.

 

Cywilizacje

Schodzą do swych podziemnych matek.